Dziedziczka Imperium restauracyjnego, dostała pracę jako zmywarka do kontroli … i niespodziewanie zakochała się w zarządcy

INTERESSANTE GESCHICHTEN

Raissa nerwowo przemieszczała się z jednego kąta pokoju w drugi — czuła się okropnie, jakby wszystko w niej się przewróciło. Wczoraj była u notariusza… I teraz nie mogła pojąć, co się z nią dzieje.

Ojciec nie żyje. Ten sam ojciec, z którym nie rozmawiała od tylu lat, że aż trudno zliczyć. Okazało się, że zmarł pół roku temu. A ona nawet o tym nie wiedziała! I co najbardziej zaskakujące — zapisał jej w spadku restaurację. Nie dzieciom z drugiego małżeństwa, których Rasia nigdy nie poznała, ale właśnie jej.

Pierwsza myśl — odmówić. Niech to wszystko diabli! Miała inne plany: za dwa tygodnie miała lecieć do Niemiec do swojego narzeczonego.

Karl… Co tu dużo mówić? Ich relacji nie można było nazwać namiętnymi — raczej pragmatycznymi. On — biznesmen, potrzebował mądrej i ładnej żony. Ona — stabilnego i zamożnego męża. Wszystko uczciwie, bez romantycznych złudzeń. Rasia marzyła, by otworzyć tam sieć salonów piękności — była już znana jako profesjonalna wizażystka.

Ale ta przeklęta restauracja wszystko zmieniła!

— Raśka, zastanów się dobrze, zanim odmówisz — namawiała mama.

— Mamo, nie chcę od niego niczego! — wykrzyknęła Rasia.

— Poczekaj, nie spiesz się. Twój ojciec nie był jedyny… Ludzie zakochują się, nawet jeśli są już w innych związkach. To się zdarza i mężczyznom, i kobietom.

— Ty go bronisz?! — Rasia nie mogła uwierzyć własnym uszom. — Przecież sama mówiłaś, że to zdrajca i człowiek bez honoru!

Matka odwróciła wzrok w stronę okna.

— Nie bronię go… Po prostu… — Westchnęła głęboko. — Pamiętam, jak był przy tobie, gdy byłaś mała… Ani razu nie przyjechał na twoje urodziny.

— Bo mu zabroniłaś!

Rasia prawie upuściła filiżankę:

— Co znaczy — zabroniłaś? Zawsze mówiłaś, że ojciec ma nową rodzinę i że nas porzucił!

Inna Pawłowna podeszła do okna i długo milczała.

— Muszę cię przeprosić… Za kłamstwo. — Jej głos zadrżał. — Bardzo kochałam Jurkę. Nawet za bardzo, udusiłam go swoją zazdrością… A on… on zawsze nam pomagał finansowo. To dzięki jego pieniądzom mogłaś zdobyć dobre wykształcenie.

To było dla Raisy szokiem. Całe życie wierzyła, że ojciec był łajdakiem, że nikomu nie można ufać. A teraz wszystko zmieniło się w jednej chwili.

Nie odrzuciła restauracji, ale nie miała pojęcia, co z nią zrobić. Może niech działa dalej, a ona pojedzie do Niemiec? A może warto zostać i się temu przyjrzeć?

Karl był niezadowolony:

— Musisz zrozumieć, że moi rodzice nie zaakceptują takiego opóźnienia.

— Oczywiście, kochanie, postaram się wszystko szybko załatwić.

— Czyli zdecydowałaś, że zostajesz z tą restauracją?

— Jeszcze nie wiem. Muszę pojechać, zobaczyć, rozeznać się. Może przynosi dobre zyski i wtedy rozsądniej będzie ją zatrzymać.

Po rozmowie z narzeczonym Rasia czuła się jak uczennica, która coś przeskrobała. Potrząsnęła głową i otworzyła internet.

Zdjęcia restauracji ją zainspirowały — spodobał jej się wystrój. Opinie w większości były pozytywne, ale dwie czy trzy zaniepokoiły:

„Nie polecam pracy w tym miejscu! Administrator przeprowadza jakieś dziwne kontrole i potem nie wypłaca pensji!”

Jeszcze jedna opinia była podobna. Ciekawe, co to za kontrole?

I wtedy wpadła jej do głowy szalona myśl…

— Mamo, a co, jeśli tam się zatrudnię?

— Po co? — zapytała mama, patrząc na córkę jak na wariatkę.

— Sama nie wiem. Chcę zrozumieć wszystko od środka.

— Ale przecież nie zamierzasz zmywać naczyń?

— A czemu nie? Praca jak każda inna.

— Przypominasz teraz swojego ojca. Też lubił niestandardowe rozwiązania.

— Mamo, to świetny pomysł! — Rasia kręciła się przed lustrem w starych ubraniach.

Inna Pawłowna patrzyła z przerażeniem:

— Wyglądasz na czterdzieści lat!

— I o to chodzi!

— Rajuśka, zastanów się jeszcze raz — naprawdę tego chcesz?

— Mamo, uda się!

Restauracja zrobiła wrażenie — duża, ładna, zadbane otoczenie. Rasia weszła do środka i rozejrzała się.

— Jeszcze nie zaczęliśmy pracy — podeszła do niej dziewczyna.

— Przyszłam w sprawie ogłoszenia — na stanowisko zmywaczki.

— Proszę, zaprowadzę panią do Andrzeja Nikołajewicza.

„Ciekawe, czy to ten cały tyran” — pomyślała Rasia.

— Słyszałam, że u was są jakieś dziwne kontrole? — nie powstrzymała się z pytaniem.

Dziewczyna roześmiała się:

— To wymysły leniwych. Kontrole? Można tak to nazwać, ale raczej to testy kompetencyjne. Dzięki nim trzymamy wysoki poziom obsługi.

Rasia zamilkła zaskoczona. Czyli kontrole są, ale wcale nie takie straszne? I czemu ta dziewczyna mówi o nich z uśmiechem?

Andrzej Nikołajewicz okazał się starszy od niej o jakieś pięć lat — i wcale nie przypominał tyrana.

— Dzień dobry, proszę usiąść. Jaką pracą jest pani zainteresowana?

Rasia nie mogła pojąć: przed nią siedział spokojny, uprzejmy mężczyzna z życzliwym spojrzeniem. Przystojny zresztą… Wcale nie taki, jakiego sobie wyobrażała jako bezwzględnego administratora.

Kiedy Andrzej opowiadał o obowiązkach zmywaczki, Rasia prawie nie słuchała — myśli uciekały, wzrok zatrzymywał się na jego ustach. Dopiero gdy zauważyła jego zdziwione spojrzenie, zorientowała się, że dziwnie się zachowuje, i zawstydzona odwróciła wzrok.

— A będzie jakaś kontrola? — zapytała, żeby jakoś się ogarnąć.

Uśmiechnął się:

— Możemy zrobić ją od razu. Od razu się dowiemy, czy się pani nadaje.

W drodze przygotowywała w myślach przemowę o naruszeniu praw pracowniczych. Ale Andrzej zaczął tłumaczyć:

— Te testy nie są bez powodu. Kiedy jest dużo ludzi, liczy się tempo. Sprawdzamy, jak szybko ktoś zmywa, jak kelnerki obsługują, jak radzą sobie w stresie. To po prostu test kompetencji.

— I to wszystko? — nie dowierzała Rasia.

— A czego się pani spodziewała?

Rasia się zawahała. Sama nie wiedziała. Może wszystkiego, tylko nie takiego prostego wyjaśnienia. Wzruszyła ramionami.

— No to gotowa?

Kiwnęła głową. Zawsze lubiła zmywać — w ogóle lubiła porządek. Nawet mama żartowała: „Rajuśka, ty się nie zgubisz! Zawsze możesz zostać pokojówką.”

Od dziecka lubiła pomagać kucharce Zinie — ta gotowała zupę, opowiadała bajki o kaszach i barszczach, a Rasia siedziała obok z rozdziawioną buzią.

I test poszedł świetnie.

— Doskonale! — pochwalił Andrzej. — Kiedy może pani zacząć?

— A kiedy trzeba?

— Najlepiej wczoraj. Dziewczyny robią za troje.

— To przyjdę jutro.

— Świetnie! Jutro o dziewiątej.

Rasia wyszła z sercem bijącym jak szalone. Co się z nią dzieje? Dlaczego ten mężczyzna budzi w niej takie emocje?

Wyciągnęła telefon, żeby zadzwonić do Karla i odzyskać chłodny spokój… ale zrezygnowała. Nagle nie chciała ani dzwonić, ani przypominać sobie o ślubie. Karl działał na nią jak środek nasenny, a teraz… teraz czuła się żywa, jak nigdy.

W domu mama spojrzała na nią pytająco:

— Co z tobą? Wyglądasz jak rozczochrany wróbelek!

Rasia zaczęła tańczyć po pokoju:

— Przyjęli mnie do pracy! Jestem oficjalną zmywaczką! Przeszłam test! A ten kierownik… Andrzej Nikołajewicz… on jest taki…

Inna Pawłowna zmarszczyła brwi:

— Andrzej? Wysoki, ciemne włosy?

— Tak! Znasz go?

— To syn starego przyjaciela twojego ojca. Po jego śmierci Jura się nim zajął. Pomagał jego matce, woził go do siebie… Nie myślałam, że ta więź przetrwała. Widocznie Andrzej został tym, kim jest, dzięki ojcu.

Rasia zamilkła. Kolejne dobre wspomnienie o ojcu. I znowu zabolało — czemu nie byli blisko, czemu nie spróbowali się pogodzić?

— Mamo, żałuję, że z nim nie rozmawiałam.

— Ja też.

— To co, naprawdę mam zmywać naczynia? Przecież to moja restauracja!

— Na razie tak. Nie mogę porzucić tych ludzi.

— Dziwnie cię widzieć w takiej roli.

— To właśnie słuszne, mamo.

Inna Pawłowna pokręciła głową:

— Zachowujesz się jak zakochana nastolatka!

Rasia zamknęła drzwi swojego pokoju i oparła się o nie. Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie, to bajka dla romantyków. Ale serce śpiewało, myśli się plątały, i wiedziała jedno: zakochała się na zabój. Tylko co teraz? Przecież niedługo ślub…

Padła na poduszkę i rozpłakała się.

Visited 11 times, 1 visit(s) today
Оцените статью
Добавить комментарий