Kiedy 17-letnia Rosalie odkrywa, że jej macocha, Susan, sabotuje jej Święta Bożego Narodzenia, potajemnie anulując jej lot, Rosalie jest zdruzgotana. Ale karma ma inne plany. Seria ironicznych zwrotów akcji pozostawia Susan w potrzebie, upokorzoną i odsłoniętą na swoje manipulacje… zapewniając, że jej Święta Bożego Narodzenia będą dalekie od idealnych.

Ostatnie Boże Narodzenie miało być idealne. Ale życie nie jest idealne, prawda? Zwłaszcza, kiedy musisz zmagać się z macochą, która naprawdę nie przejmuje się tobą.
Jestem Rosalie, mam siedemnaście lat, i pozwól, że opowiem ci o koszmarze, jakim były moje Święta Bożego Narodzenia. Dwa lata temu, po dość bezproblemowym rozwodzie, mój tata ożenił się z Susan. I powiedzmy tylko, że nie zaprzyjaźniliśmy się tak, jak on by chciał.
Od momentu, gdy Susan weszła do mojego życia, dała do zrozumienia, że nie jestem częścią tej idealnej, zblendowanej rodziny, którą sobie wyobrażała. „Rosalie jest za bardzo jak jej matka, Rob. Czego się spodziewałeś? Że od razu się zaprzyjaźnimy i będziemy nową parą matka-córka? Ta dziewczyna jest uparta do szpiku kości.”
Przynajmniej miała rację.
Od tego czasu przeprowadziłam się do małego mieszkania, około dwunastu godzin drogi od mojego taty. Na początku nie chciał, żebym wyjeżdżała, ale Susan w końcu postawiła na swoim. Ona też chciała, żebym odeszła.
Nie narzekałam. W każdym razie byłam bliżej mojej mamy, szkoła, do której się zapisałam, była znacznie lepsza niż ta, do której chodziłam wcześniej, a budynek, w którym mieszkałam, należał do cioci mojego taty. Więc ciągle się o mnie martwiła, przynosząc zapiekanki i wypieki.
Czynsz był pokryty, a dzięki miesięcznym kieszonkowym od moich rodziców i pracy w spa, byłam na swoim.
Potem tata zaprosił mnie, żebym spędziła z nimi Święta Bożego Narodzenia, i po raz pierwszy poczułam nadzieję. Mama była na odosobnieniu w Tybecie, więc nie cieszyłam się na spędzenie świąt w samotności.
Zarezerwowałam lot z wyprzedzeniem, bo sama myśl o jeździe przez dwanaście godzin wprawiała mnie w mdłości. Moje prezenty były zapakowane i zabezpieczone w torbie. Spakowałam nawet dodatkową butelkę ulubionej whiskey taty.
„Rosalie, proszę wytłumacz mi, dlaczego chcesz, żebym kupiła ci butelkę whiskey,” zapytała ciocia Maureen.
„To dla taty! To na Boże Narodzenie, nie dla mnie, obiecuję! Po prostu jestem niepełnoletnia i nie mogę jej kupić sama.”
Zgodziła się i kupiła ją dla mnie, zawijając butelkę w gruby brązowy papier.
„Proszę bardzo,” powiedziała, wchodząc do mojego mieszkania. „Butelka ma być zaklejona, kiedy wrócisz do taty.”
Zaśmiała się, zostawiła tacę z brownie i wyszła.
Odliczanie do Świąt Bożego Narodzenia wydawało się wiecznością, aż w końcu Susan pojawiła się w moim mieszkaniu, twierdząc, że jest w podróży służbowej i potrzebuje miejsca, gdzie mogłaby się zatrzymać.
„Rosalie,” powiedziała, wnosząc swoje torby. „Potrzebuję miejsca na kilka dni. Jestem tu w interesach, a nie dla zabawy. Ty kontynuuj naukę do szkoły albo rób, co chcesz. Tylko dbaj o to, żeby ekspres do kawy zawsze był pełny, a ja poradzę sobie sama.”
Mieszkam w małym jednopokojowym mieszkaniu, więc jej pobyt był niezręczny. Ale co miałam zrobić? Odrzucić jej prośbę? A potem tata by się na mnie wkurzył?
Nie, dziękuję.
Z niechęcią pozwoliłam jej zostać.
Na początku Susan była dziwnie miła. Komplementowała moje dekoracje świąteczne, co było szokujące, bo zazwyczaj szydziła z wszystkiego, co robiłam.
Ale drugiej nocy byłam w szoku, kiedy Susan zaproponowała, że ugotuje kolację.
„Za chwilę wrócę z mojego spotkania,” powiedziała. „Zajmę się kolacją. Grillowana ryba, okej? I chleb czosnkowy!”
„Brzmi pysznie. Dzięki, Susan!”
Pomyślałam, że może… tylko może, próbowała pogodzić się ze mną i naprawić nasze relacje.
Spoiler: nie próbowała.
W Wigilię obudziłam się podekscytowana. Mój lot był zaplanowany na popołudnie, więc dokładnie sprawdziłam torby, założyłam ulubiony sweter i czekałam, aż ciocia Maureen zabierze mnie na lotnisko.
„Zobaczymy się w domu?” zapytałam Susan, zakładając buty.
„Tak,” odpowiedziała, nie patrząc na mnie. „Mój lot jest dzisiaj wieczorem. Zatrzasnę drzwi i wezmę klucze.”
Dotarłam na lotnisko. I wtedy wszystko się zawaliło.
Pracownik lotniska zmarszczył brwi, patrząc na ekran, gdy podałam mu mój bilet.
„Przepraszam, Pani Sutton,” powiedział. „Ale Pani lot został odwołany.”
Zaczęłam mrugać, zdezorientowana.
„Co? Odwołany? Przez kogo? Przez linię lotniczą?”
Zgubiła się w ekranie.
„Nie, wszystkie nasze loty lecą, proszę pani,” powiedziała. „Ale odwołano go dwa dni temu online.”
Mój żołądek opadł.
Co do cholery?
Nie dotykałam mojego biletu. Nie odprawiłam się online. Nic. Panikując, zadzwoniłam do obsługi klienta linii lotniczych i potwierdzili, że anulowanie było dokonane z mojego konta. Nie trzeba było być geniuszem, żeby domyślić się, kto miał dostęp do mojego laptopa dwa dni temu.
Byłam załamana.
Siedząc na lotnisku, próbując przetrawić to, co się właśnie stało, moje telefon zadzwonił.
„Miłego Bożego Narodzenia! Nasze będą idealne, bo będą bez ciebie! Maureen będzie miała twoje klucze.”
Wiadomość uderzyła mnie jak cios w brzuch. Ona mnie sabotowała. Susan mnie sabotowała.
Ta cała „miła” rola była tylko przykrywką dla jej planu, by trzymać mnie z dala od taty na Święta. Wściekła, próbowałam zadzwonić do taty, żeby powiedzieć mu, co się stało, ale poszło prosto na pocztę głosową.
Spędziłam następne godziny w otępieniu, pełna złości i frustracji. Mogłam wrócić do domu, ale byłam po prostu odrętwiała. Nie wiedziałam, co robić.
Moje Święta zostały zrujnowane. Ale potem, około 21:00, mój telefon znów zadzwonił. Tym razem był to nieznany numer.
„Twój mały plan się udał. Utknęłam w piekarni. Jest zimno i potrzebuję, żebyś mnie teraz zabrała. TERAZ, ROSALIE!”
Mrugałam na wiadomość, prawie słysząc, jak Susan krzyczy do mnie.
„Jaki plan? Nic nie zrobiłam!” A mimo to byłam zaintrygowana.
„Jestem zajęta. Powodzenia, Susan. Możesz iść piechotą.”
A potem wróciłam do domu.
Następnego dnia, składając w całość wydarzenia z katastrofalnej nocy Susan, ironię tego wszystkiego można było tylko docenić.
Oto, co się wydarzyło:
Po południu, kiedy ja wyjechałam na lotnisko, Susan poszła do lokalnej piekarni po ciasta na kolację wigilijną. Ale ponieważ jest, cóż, Susan, zaparkowała swoje wynajęte auto nielegalnie, na strefie, gdzie samochody mogą być odholowane.
Dlaczego ja?
Bo tata kupił nam podobne numery telefonów, różniące się tylko jedną cyfrą, żeby mógł je zapamiętać. Byłam jedynym numerem, który Susan udało się zapamiętać, i chyba karma miała poczucie humoru.
A do tego Susan pomyślała, że to ja ją sabotowałam i zadzwoniła do firmy holowniczej po odkryciu odwołanego biletu lotniczego.
Tymczasem tata, który próbował dzwonić do Susan przez całą noc, w końcu oddzwonił. Jego głos brzmiał poważnie, pełen niepokoju.
„Nie powinnaś być już tu, Rose?” zapytał. „A gdzie jest Susan?”
„O, nie słyszałeś?” powiedziałam, ledwo powstrzymując śmiech. „Pewnie jeszcze jest w piekarni albo chilluje na placu holowniczym.”
„Co ty mówisz, Rosalie?”
Opowiedziałam mu wszystko.
O anulowanym locie, wiadomości Susan i o tym, jak obecnie utknęła.
„Żartujesz?” zapytał tata. „Ona naprawdę anulowała twój lot?”
„Tak,” odpowiedziałam. „Nie było nikogo innego, kto by to zrobił. A teraz płaci za to, że była brzydka.”
Zamilkł na chwilę, a potem westchnął.
„Rosalie, musisz wiedzieć coś jeszcze,” powiedział. „Kilka tygodni temu Susan powiedziała mi, że nie chce, żebyś przyjeżdżała na Święta.”
Zamarłam.
„Co?”
„Powiedziała, że będzie łatwiej dla wszystkich, jeśli to tylko ‚my’. Myślałem, że z tego wyjdzie, jak przyjedzie do ciebie w ramach swojej podróży służbowej. Ale nie sądziłem, że zrobi coś takiego.”
„Tato, wiedziałeś, że nie chciała, żebym tam była?” zapytałam.
„Myślałem, że będę w stanie to naprawić, kochanie,” powiedział delikatnie. „Chciałem, żeby te Święta były wyjątkowe dla was obu. Wiem, że mama jest daleko, więc to ode mnie zależało, żeby były dobre dla ciebie. Nie sądziłem, że Susan pójdzie tak daleko. Po rozmowie z nią zignorowałem temat.”
„Myślałeś, że zignorowanie tego pomoże?”
Jego cisza była wystarczającą odpowiedzią.
„Złapię pierwszy lot,” powiedział po prostu.
Kiedy Susan w końcu dotarła do domu, godziny później, po tym jak złapała podwózkę od kierowcy holownika, wyglądała, jakby przeżyła życie.
Susan udała się do mojej łazienki, żeby zmyć z siebie to, co przeszła, po czym zasnęła głęboko na kanapie. Kiedy obudziła się, tata już był tam, świeżo po locie.
„Anulowałaś jej lot?” zapytał, zanim powiedział coś więcej.
Susan zamarła, jej twarz zrobiła się blada.
„Ja… Rob, chciałam, żebyśmy mieli trochę czasu tylko dla siebie, bez…”
„Bez mojej córki?” przerwał jej ostrym tonem. „Nie tylko zrujnowałaś jej Święta, próbowałaś zniszczyć naszą relację. Co to za człowiek, który robi coś takiego nastolatce? Rosalie to tylko dziecko, które zmuszono do dorosłości przez ciebie!”
Susan zaczęła się jąkać, próbując się bronić, ale było za późno.
„Pakuj swoje rzeczy,” powiedział tata stanowczo. „Spędź Święta gdzie chcesz. Ale nie tutaj. A ja spędzę Święta z moją córką.”
Po raz pierwszy Susan była bez słów. Zebrała swoje rzeczy i wyszła, ze spuszczoną głową, pełna wstydu.
A ja?
Tata zarezerwował nam loty powrotne i obiecał, że Susan nie będzie tam, kiedy wrócimy. Resztę świąt spędziliśmy pijąc gorącą czekoladę, jedząc ciasto i śmiejąc się z całej tej głupoty.
A Susan?
Spędziła Święta w samotności w hotelu, leczących swoje podrażnione ego i spory mandat za holowanie.
Wstyd. Czasem karma działa szybko.







