Myślisz, że wkraczasz w sen, gdy poślubiasz miłość swojego życia. Ale ten sen szybko zamienia się w koszmar, gdy dostajesz listę zasad, jak być „dobrą żoną”. I właśnie tam zaczęła się moja zemsta. Dan i ja właśnie wzięliśmy ślub. Ślub był idealny – kameralny, intymny, dokładnie taki, o jakim marzyłam. I przez chwilę wydawało się, że to bajka. Dan był uprzejmy i zabawny, a ja naprawdę wierzyłam, że mamy wspólne zdanie na temat tego, jak chcemy razem żyć. Aż do momentu, gdy Karen, jego matka, wręczyła mi prezent po ceremonii. Pamiętam, jak stałam w naszym salonie, wciąż otulona tym postślubnym blaskiem, kiedy Karen podeszła do mnie z „specjalnym” podarunkiem.

„To dla ciebie, Lucia. Mały upominek, który pomoże ci w tej nowej roli.” Wręczyła mi ozdobne pudełko z szerokim uśmiechem, który nie sięgał jej oczu.
W środku pudełka był starannie złożony kawałek papieru. Kiedy go rozłożyłam, opadła mi szczęka. Na górze, pogrubioną czcionką, widniał napis: „Jak być dobrą żoną dla mojego syna”.
Na początku się zaśmiałam. Pomyślałam, że to jakiś żart. Może Karen żartuje z tych staroświeckich stereotypów na temat małżeństwa.
Ale im dłużej czytałam, tym bardziej znikał mi uśmiech. To była lista – prawdziwa lista zasad, które miałam przestrzegać jako żona Dana.
Spojrzałam na Dana, licząc, że będzie równie zaskoczony, jak ja, ale on był zajęty otwieraniem własnego prezentu. Czeku. Całkiem sporego, swoją drogą. A ja? Dostałam podręcznik zasad.
Później tego samego wieczoru Dan podszedł do mnie z zawstydzonym uśmiechem. „Dostałaś te zasady, które mama ci dała, prawda?” zapytał, jakby to była tylko zwykła sugestia, a nie podręcznik życia w służbie.
„TAK… dostałam,” odpowiedziałam, starając się powstrzymać sarkazm, ale nie bardzo mi się udało.
Dan zareagował nerwowo, drapiąc się po karku. „No wiesz, tak to teraz musi być. Małżeństwo różni się od randkowania.”
Patrzyłam na niego, czekając, że wybuchnie śmiechem, że powie coś, co sprawi, że to wszystko będzie tylko żartem. Ale on nie powiedział nic.
„Czekaj… mówisz serio?” zapytałam, wpatrując się w niego, jakbym nie rozpoznała mężczyzny, za którego właśnie wyszłam.
Wzruszył ramionami. „Tak to już jest. Mama mówi, że ważne, żeby wszystko było w porządku, wiesz?”
Zacisnęłam wargi, powstrzymując ostrą odpowiedź. Czy oni teraz postrzegali mnie tylko jako osobę, która ma wszystko trzymać w ryzach?
Po tym, jak Dan zasnął, przeczytałam listę jeszcze raz, moje ręce drżały ze zdumienia i furii. Nie mogłam uwierzyć w tę bezczelność.
Oto próbka tego szaleństwa, którego miałam przestrzegać:
O 6 rano musisz być w pełni ubrana, z makijażem, gotując gorące śniadanie dla Dana. Pamiętaj, żadnych warzyw, mleka, masła; on lubi tylko zwykłe jajka i tost. Upewnij się, że tosty będą dokładnie złociste, a nie zapomnij podać ich na niebieskim talerzu, bo zielony psuje apetyt.
Zrób wszystkie zakupy spożywcze sama. Dan nie znosi sklepu, a poza tym to nie jest miejsce dla mężczyzny. Zawsze kupuj jego ulubione piwo – ale nie za dużo. Powinno go być akurat na wieczory z futbolem, ale nie na tyle, by stał się leniwy. A, no i nie zapomnij wnosić wszystkiego sama, bo proszenie o pomoc to nieładne zachowanie.
Po obiedzie upewnij się, że kuchnia jest nieskazitelnie czysta, zanim Dan wyjdzie z jadalni. Mężczyźni nie powinni widzieć bałaganu; muszą opuścić stół i wejść do czystej przestrzeni. I pamiętaj, zawsze układaj talerze według wielkości i wycieraj blaty dwa razy, bo Dan jest wrażliwy na okruchy.
Zawsze ubieraj się skromnie, gdy przyjaciele Dana przychodzą do was. Nie chcemy, by pomyśleli, że jesteś zbyt „nowoczesna” albo że nie jesteś „właściwym typem żony”. Dobra żona nigdy nie nosi niczego powyżej kolan, a dekolt zawsze musi być wysoki. Cokolwiek innego, a zawstydzisz Dana przed jego kumplami.
Upewnij się, że Dan nigdy nie musi robić prania. Dobra żona zawsze ma świeże, wyprasowane ubrania, a skarpetki bez jednego zagnieceń. I złóż je w trójki, a nie w dwójki, bo tak lubi Dan. Nigdy nie powinien mieć do czynienia z niedopasowanymi skarpetkami ani pomarszczoną koszulą. To źle świadczy o tobie, jeśli tak się stanie.
Kiedy skończyłam czytać, krew zagotowała mi się w żyłach. To nie były tylko jakieś przestarzałe rady; to była pełna oczekiwanie lista, której miałam przestrzegać, traktując Danowe zachcianki jak jedyny cel w życiu.
A najgorsze? Danowi to odpowiadało. Nie drgnął nawet, kiedy wspomniałam o tych zasadach.
Czułam się uwięziona, ale nie zamierzałam się poddać i pozwolić im na to. Jeśli chcieli grać w tę grę, to ja się w nią wciągnę, ale na moich warunkach.
Rano, po przeczytaniu listy Karen, obudziłam się o 6 rano, zgodnie z instrukcjami. Wstałam z łóżka, nałożyłam pełny makijaż i ubrałam się w ładną sukienkę.
Spojrzałam na siebie w lustrze, śmiejąc się cicho, jak absurdalne to wszystko było. Ale jeśli Karen chciała, żebym zagrała tę rolę, to ją zagram, ale z twistem.
Zeszłam na dół i przygotowałam śniadanie, dokładnie tak, jak mówiły zasady: zwykłe jajka i tosty. Ale nie skończyłam na tym. Wzięłam najmniejszy kawałek tostów i nieprzyprawione jajko na twardo i położyłam je na ogromnym, niebieskim talerzu Dana. Talerz był tak duży, że sprawiał, iż skromne śniadanie wyglądało jak żart.
Starannie postawiłam je na stole, uśmiechając się słodko, jak obowiązkowa żona, gdy Dan wszedł do kuchni, pocierając oczy.
Spojrzał na talerz, wyraźnie zdezorientowany. „Czy nie ma… nic więcej?”
Pokiwałam głową, uśmiechając się szeroko. „Po prostu przestrzegam zasad. Zwykłe jajka i tosty! Chcesz, żebym zrobiła jeszcze jeden kawałek?”
Dan westchnął, biorąc tost. „Nie… to w porządku.”
Stałam tam, patrząc, jak przeżuwa najsuchsze śniadanie w swoim życiu, powstrzymując się od śmiechu. O, to będzie zabawa.
Później tego samego dnia, z wielką pompą udałam się na zakupy spożywcze. Wzięłam swoje torby wielokrotnego użytku i wyszłam z domu, upewniając się, że Dan widzi, jak wychodzę sama, dokładnie tak, jak mówiły zasady.
Kiedy wróciłam, sama wniosłam wszystkie torby, nawet te ciężkie. Dan patrzył z kanapy, wyraźnie nieswojo, ale nic nie mówił. Kiedy zaczęłam rozpakowywać, jego twarz skrzywiła się.
„A gdzie piwo? Zapomniałaś?” zapytał, marszcząc brwi, patrząc na torby.
„Och nie, nie zapomniałam,” odpowiedziałam radośnie. „Po prostu nie chciałam, żebyś stał się leniwy. Poza tym, gazowana woda jest dobra dla ciebie!”
Wyciągnęłam sześciopak gazowanej wody, dużą butelkę zielonego soku i paczkę komosy ryżowej, doskonale wiedząc, że nigdy tego nie tknie. Oczy Dana zwęziły się, ale nie protestował. Widzę, że zaczynał zdawać sobie sprawę, że coś tu jest nie tak, ale to dopiero początek.
Po obiedzie przeszłam do kolejnych zasad z listy. Wytarłam blaty, umyłam wszystkie naczynia i posprzątałam kuchnię: no, tak trochę.
Zamiast odłożyć wszystko na swoje miejsce, przearanżowałam całą kuchnię. Talerze trafiły do łazienkowej szafki, sztućce do pralni, a toster? Włożyłam go do szafy na korytarzu.
Dan wszedł do kuchni, patrząc wokoło zdezorientowany. „Dlaczego wszystko jest porozrzucane?”
Spojrzałam na niego z zatroskaną miną. „Staram się! Może powinnam wytrzeć blaty trzy razy zamiast dwa?”
Mrugał, kompletnie zdziwiony, ale odpuścił. Zabawka dopiero się zaczynała.
Kiedy kilku dni później przyjaciele Dana przyszli na wieczór z futbolem, upewniłam się, że naprawdę wejdę w rolę skromności, jak mówiła Karen. Przeszukałam szafę i znalazłam najstarszy, najbardziej konserwatywny strój, jaki mogłam: spódnicę do ziemi, bluzkę z wysokim kołnierzykiem i zapinaną kardigan, który mógłby zadowolić zakonnicę.







