Niespodziewanie wrócił do domu i zamarł jak wkopany-przy stole jego żona piła herbatę wraz z kochanką

INTERESSANTE GESCHICHTEN

Roma był w doskonałym nastroju. Stał w drzwiach z walizką w ręku, nie kryjąc radości. Szybko cmoknął żonę w policzek i powiedział:

— Moja radość, nie smuć się! To tylko trzy dni — i od razu wracam do domu.

Jego żona Wiera, trzydziestolatka, żegnała go z tak ciepłym uśmiechem, jakby to była ich pierwsza wspólna podróż. Wiedziała, jak łatwo mąż się rozprasza, więc dodała z figlarnym mrugnięciem:

— A żebyś tam za mocno nie podpalał, dobra? Znam cię przecież…

Roma postawił krok za próg, podał walizkę kierowcy, pomachał Wierce na pożegnanie i wsiadł do samochodu.

Minęło pięć minut, może mniej, gdy już trząsącymi się rękami wybierał numer zapisany w książce jako „Logistyka”. Połączenie zostało odebrane niemal od razu:

— Halo, Roman?.. Tak, pamiętam wszystko… Za dwie godziny będę gotowa.

Roma drżał z podniecenia. Dziś wreszcie miało się ziścić jego dawne marzenie — to jedno pragnienie, do którego szedł długo i cierpliwie. Wyobrażał sobie, jak będzie rozciągać każdą sekundę, jak będzie się nimi rozkoszował, jak wino długo leżakowane w beczce. Iriszka… jego mała kurka. Już słyszał jej śmiech — zuchwały, a jednocześnie niewiarygodnie pociągający. W myślach widział, jak zostają sami, jak on podziwia jej nagie ciało — smukłe ramiona, jędrne piersi, długie nogi… Na samą myśl o tym, jak prześlizgnie dłońmi po jej skórze, serce przyspieszało jak obłąkany silnik.

Roma pogrążył się w erotycznych fantazjach, gdy nagle zadzwonił telefon. Na ekranie pojawiło się: „Logistyka”. Odpowiedział pełen nadziei:

— Tak, mój kociaku? Mój mięciutki puchatku…

Ale głos po drugiej stronie przerwał słodkie słowa:

— Romuś, bardzo przepraszam, ale dziś nic z tego nie wyjdzie.

Jakby ochłodziła go lodowata woda. Jego euforia wyparowała bez śladu.

— Jak to nie wyjdzie? Iriszka, może czegoś potrzebujesz? Przyjadę teraz, wszystko załatwimy, moja złota rybko!

Nie zamierzał wypuścić tak rzadkiego łupu.

— Nie, Romuś, naprawdę nie. Po pierwsze — kobiece sprawy, po drugie — muszę pilnie jechać do rodziców. Po prostu się tak złożyło. Na razie.

Połączenie zostało przerwane. Roma siedział kilka sekund, przetrawiając usłyszane. A potem uderzył pięścią w siedzenie. Twarz zaczerwieniła mu się ze złości, a w głowie wciąż grało: „Dlaczego akurat dziś?!”

W domu Roma wszedł z walizką w ręku, próbując ukryć rozczarowanie.

— Wieruniu! To ja! — zawołał, wchodząc do przestronnego salonu z kuchnią. — Wierunia! Moja radość! Delegacja… nie wyszła…

Wypowiedział to niemal szeptem, bo jego wzrok utkwił w kobiecie, która dopiero co krążyła w jego najgorętszych fantazjach.

Ira.

Jego niespełniona kochanka siedziała naprzeciwko Wery przy kuchennym stole, piła herbatę i jadła ciasteczka, jakby to było najbardziej naturalne zjawisko.

Roma zamarł. Jego twarz wyrażała czysty szok. Próbował wziąć się w garść, ale oczy zdradzały za dużo. W głowie roiły się pytania:
Co ona tutaj robi? Żona wie? Dlaczego są spokojne? Co robić dalej? Przedstawić się? Udawać, że się nie znają?

— Koteczku, czemu milczysz? Może chcesz o coś zapytać? — Wiera spojrzała na niego z dawną czułością.

Roma z całych sił próbował wymyślić wyjście.

— Aha… Pójdę prysznic, po podróży…

I ruszył w przeciwną stronę.

— Koteczku, prysznic masz po drugiej stronie — przypomniała spokojnie Wiera.

Roma zatrzymał się, powoli odwrócił. Próba wymuszonego uśmiechu zamieniła się w grymas. Wrócił do sypialni, odruchowo się przebrał i rzucił na łóżko. Głowa mu pękała od pytań bez odpowiedzi.

Ale wiedząc, że nie powinien zachowywać się podejrzanie, i po prostu chcąc zrozumieć, co się dzieje, Roma ponownie wyszedł do salonu.

Kobiety, jakby nic się nie stało, kontynuowały rozmowę, ignorując jego obecność. Zbliżał się powoli, jakby wchodził w strefę działania hipnozy. Przypomniał sobie cytat z kreskówki, w której Ka hipnotyzuje bandarlogi: „Bliżej… bliżej…”. Tak jak tamten bandarlog, Roma zrobił jeszcze jeden ostrożny krok.

W końcu kobiety zwróciły na niego uwagę.

**Miesiąc temu**

Roma siedział w przytulnej, mało znanej restauracji, na którą mogli pozwolić sobie tylko zamożni. Był dyrektorem firmy inwestycyjnej, choć większość dochodu zapewniała mu żona — właścicielka sieci kwiaciarni.

Dziś wieczór miał być kolejną „delegacją” dla Wery, a dla Romy — romantycznym spotkaniem z nową kochanką, Żanną.

Wybrał jej numer:

— Halo, słoneczko, szykuj się. Jak ustaliliśmy: najpierw kolacja, potem — niespodzianka.

— Dobrze… za dwadzieścia minut będę gotowa… mój księciu — odpowiedziała Żanna z czułością.

Roma odłożył słuchawkę, odchylił się na oparciu fotela i rozglądał po sali. Zawsze tu panowała cisza, było sporo miejsca, obsługa bez zarzutu. Ceny adekwatne.

I wtedy jego wzrok padł na samotną postać przy barze. Młoda kobieta w idealnie dobranej sukience. Figura — wyrysowana, ruchy — wdzięczne. Nie wiedział, dlaczego wcześniej jej nie zauważył.

„Ech, piękność… nawet za bardzo” — pomyślał i chwilę później siedział już obok niej.

— Co robi taka piękność sama?

Ira odwróciła się. Jej twarz, głos, spojrzenie — wszystko zaskoczyło Romę. Serce zabiło szybciej.

— Czy mogę poczęstować panią czymś? Takiej oszałamiającej dziewczyny nie można zostawić bez uwagi.

— Nie wiem… nie mam zwyczaju przyjmować prezentów od nieznajomych — odpowiedziała łagodnie.

— W takim razie pozwólcie się przedstawić. Roma. Bywam tu często.

Ona krótko go obejrzała i podała rękę:

— Ira. Dopiero niedawno zaczęłam tu zaglądać — polecili mi znajomi.

Roma pstryknął palcami przy barze, zamówił drogie wino.

— Prowadzę niewielką firmę inwestycyjną. A pani?

— Jestem artystką. A może – artystką, jak pani woli — uśmiechnęła się.

— Irochka, w pani po prostu wszystko mi się podoba! Już od dziesięciu minut próbuję znaleźć jakiś mankament, a go nie ma!

Ona uroczo się uśmiechnęła, popijając wino.

Roma cofnął się o krok, żeby oddzwonić do Żanny:

— Halo, mamy sytuację. Przesuwamy wszystko na później, pilne.

Nie czekając na odpowiedź, rozłączył się i prawie pobiegł z powrotem do Iry, niemal potrącając kelnera z tacą.

— Irochka, czyli pani maluje obrazy? — zapytał, oczy lśniły nienaturalnym blaskiem.

— Nie maluję — piszę — odparła dziewczyna z delikatnym uśmiechem.

— Rozumiem, niestety nie znam się na tym… bardziej jestem od inwestycji — próbował ukryć zakłopotanie.

Tak zaczęło się ich poznanie, które błyskawicznie przerodziło się w coś, co można by nazwać okresem „cukierkowo‑kwiatowym”, gdyby nie jedno *ale*: Roma dosłownie stracił dla niej głowę. W barze, jeszcze przed pierwszym oficjalnym spotkaniem, jego ogarnęła taka fala pożądania, że wydawało mu się, że zniszczy tę kruchą dziewczynę na tysiąc kawałków od samego jej spojrzenia!

Figura — idealna, głos — jak aksamit, sposób mówienia — nienaganny, twarz — wzorcowa. Roma po prostu oszalał, tam, gdzie dawno nie było żadnej moralności.

Dni pędziły jak szalone: parki pod miastem, golf, rejs jachtem, drogie restauracje, bukiety, prezenty, uwaga, komplementy… Ale niestety — Ira nie szła dalej niż całus w policzek. Ani cienia na coś więcej. Roma nie tylko denerwował się — on tracił rozum.

„Co jest nie tak? Dlaczego jest taka nieosiągalna? Przecież ma już dobrze powyżej dwudziestu! Może nie podobam jej się? Nie, to niemożliwe — inne kobiety padają przede mną jak muchy. Może zawyża stawkę? A ja jestem facetem, a ona kobietą — wszystko powinno grać!” — borykał się w domysłach.

I wtedy, gdy minął cały miesiąc, Roma zdecydował się na ostateczny ruch:

— Irochka, moja rybko, spędźmy razem trzy dni. Dowolny plan, każde życzenie — tylko ty i ja.

— Dobrze… w te dni, chyba się zgodzę być sama z tobą — niespodziewanie odpowiedziała Ira.

Roma był nie na siódmym, a dziesiątym niebie — nie, nawet wyżej. Czuł się jak bohater filmu, którego główną nagrodą jest miłość (albo, w tym przypadku, cielesna bliskość) — wreszcie dostępna.

— Romuś, może coś zjesz? Obiad na kuchence…

Po kilku sekundach wewnętrznej walki, by nie zająknąć się z przejęcia, Roma w końcu się odważył:

— A nie chcesz mi przedstawić mojej gości? — zapytał.

Kobiety spojrzały po sobie i wymieniły porozumiewawcze uśmiechy.

— Co? Straciłeś pamięć? To Ira, twoja kochanka. Miesiąc temu za nią biegałeś jak cielę za krową…

Z tymi słowami Ira nabrała na łyżeczkę kremu z ciastka, powoli, niemal teatralnie włożyła go do ust, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło.

Jej słowa uderzyły jak brzytwa w dumę. Świat Romy zatrząsł się, fala gorącej krwi uderzyła mu do głowy. Wydawało się, że wszystko zamilkło i odległo, jakby znalazł się pod wodą.

Stał jak posąg, niezdolny pojmować, co się dzieje. Kobiety kontynuowały rozmowę, jakby nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło.

W końcu Roma odwrócił się i wyszedł do sypialni. Głowa pękała od pytań: Co to było? Co tu w ogóle się dzieje? Dlaczego Ira tu jest? Dlaczego żona jest taka spokojna?!

Po dziesięciu minutach, nie znajdując żadnej odpowiedzi, nagle trzasnął i rzucił się z powrotem do salonu. Zatrzymał się tuż przed kobietami, które teraz na niego spojrzały. Wykrzyknął:

— Co tu się dzieje?! Dlaczego Ira tu jest?! Dlaczego ty jesteś taka spokojna?! Miałaś krzyczeć, rwać włosy, tłuc naczynia! A ty proponujesz mi jeść?!

Wiera zachowała spokój. Wzięła kolejną porcję kremu, ostrożnie zlizała ją z łyżeczki, lekko się uśmiechając.

Roma usiadł na kanapie, zagubiony i kompletnie wytrącony z równowagi.

— Zejdźmy ciśnienie… — powiedział Wiera. — To Ira, moja stara przyjaciółka. I tak, to jej prawdziwe imię. Jest artystką.

Roma podniósł wzrok, nie wierząc własnym uszom.

— To ty ją do mnie wysłałaś? Naprawdę? Co się udało?! — zdumiał się z wściekłości.

— Tak. Od dawna podejrzewałam, że zdradzasz mnie. Z początku wahałam się. Kiedyś zobaczyłam twój samochód pod domem, choć miałeś być w delegacji. Potem wyszedłeś z walizką, oglądałeś się i odjechałeś. Wtedy właśnie wynajęłam detektywa.

— Co?! Wynajęłaś detektywa?! — powtórzył Roma, czując jak ziemia usuwa mu się spod nóg.

— Dokładnie. On zebrał wiele ciekawych rzeczy — o twoich kochankach, barze, waszych spotkaniach… Był jeden przypadek, strażnik zbił kamerę. Ale to, co zdążyło nagrać, zostało zachowane.

Roma przypomniał sobie tamten dzień. Wziął człowieka za paparazzi, kazał kierowcy się zająć… Teraz wszystko się układało.

— Czego chcesz? Pieniędzy? Rozwodu? — rzucił prowokacyjnie, próbując zachować resztki godności.

— Pieniędzy? — Wiera uśmiechnęła się szyderczo. — Romeczku, żartujesz? Wiesz, że mój biznes pozwala mi nie tylko się utrzymać, ale także pokrywać twoje wydatki. W tym wszystkie twoje «dziewczynki».

Nie, chcę rozwodu. I teraz będziesz musiał sam na siebie zarabiać — jak potrafisz.

— Ha! Rozwodu nie dostaniesz. Wszystkie twoje dowody to naruszenie mojej prywatności. Nie zostaną przyjęte przez sąd.

— Nie do końca. Będą tylko uzupełnieniem. Główni będą świadkowie — powiedziała Wiera, wymownie spojrzawszy na Irę.

— Ale z Żanną? Allą? Mariną? Viką?… One wszystkie chętnie złożą przeciw tobie zeznania. A to dzięki Iroczce, której z zachwytem opowiadałeś o wszystkich swoich „trofeach”. A ja je znalazłam, kotku.

Roma spuścił wzrok. Jego znajomy, zbudowany na kłamstwie świat, zawalił się w jednej chwili. Przed oczami wszystko mieniło się, w uszach dzwoniło, a w środku została tylko pustka. Czuł się jak zwierzę ostatecznie rozbite, bez drogi ucieczki.

Visited 2 times, 1 visit(s) today
Оцените статью
Добавить комментарий