Kiedy mama Abi trafiła do szpitala z powodu silnego bólu i wysokiej gorączki, powiedziano jej, że potrzebuje operacji. Abi była gotowa pełnić rolę wspierającej córki, dopóki mama nie zrobiła dziwnej prośby: aby Abi poszła do domu i spaliła zeszyt. Co jest w tym zeszycie i dlaczego jest tak ważny?

Kiedy moja mama dostała gorączki i przeszywającego bólu brzucha, obie bałyśmy się najgorszego, ale jeszcze nie chciałyśmy jechać do szpitala.
„Abigail,” powiedziała mama, opierając się na kanapie, „pozwól mi tylko wziąć trochę leków przeciwbólowych i odpocząć, a jeśli nie będzie lepiej, wtedy pójdziemy do szpitala. W porządku?”
Skinęłam głową. Nie chciałam naciskać, bo mama nienawidziła szpitali. Więc dopóki nie było to konieczne, miałyśmy tego unikać. Ale sytuacja zmieniła się w środku nocy, kiedy gorączka mamy tylko się nasiliła.
„Czas, Abi,” powiedziała, kurczowo ściskając swoje piżamy z bólu.
„To zapalenie wyrostka robaczkowego,” potwierdził lekarz. „I nie wiem, jak sobie radziłaś, Diano. Musimy jak najszybciej wprowadzić Cię na operację. Poproszę pielęgniarki, aby Cię przygotowały i podłączyły kroplówkę.”
„Kiedy mama będzie miała operację?” zapytałam nerwowo.
„Jutro rano,” powiedział lekarz. „Nie możemy już dłużej odkładać.”
Zostałam z mamą, drzemiąc na fotelu, podczas gdy ona przygotowywała się do nocy. Następnego ranka, kiedy pielęgniarki przygotowywały ją do operacji, mogłam zobaczyć, jak bardzo jest zdenerwowana.
„Mamo, będzie dobrze,” powiedziałam, biorąc ją za rękę. „Robią to cały czas. To rutynowa procedura.”
Skinęła głową, ale oczy miała pełne strachu. A potem, tuż przed tym jak zabrano ją na salę operacyjną, chwyciła moją rękę, zaskakująco mocno jak na kogoś, kto cierpi tak bardzo.
„Abi, nie zostawaj tutaj. Nie czekaj na mnie,” powiedziała drżącym głosem. „Proszę, kochanie, idź do domu i spal mój zeszyt. To czarny, przy moim łóżku. Jeśli coś mi się stanie, Abi, muszę, żeby ten zeszyt zniknął.”
Otarłam oczy ze zdumienia.
„Mamo, o czym ty mówisz? Będzie dobrze. To tylko zapalenie wyrostka.”
„Wiem,” westchnęła. „Ale Abigail, muszę, żebyś mi obiecała. Spal go. Nie czytaj go ani nie przeglądaj. Ale spal. Kiedy wyjdę cała z drugiej strony, wyjaśnię. Ale na razie rób, jak mówię.”
„Dobrze, mamo,” powiedziałam, ściskając jej rękę. Nie chciałam, żeby szła na operację myśląc o tym zeszycie. „Obiecuję.”
Ulga pojawiła się na twarzy mojej mamy, kiedy puściła moją rękę, pozwalając, by sanitariusze odwieźli ją na salę.
Stałam nieruchomo przez chwilę, próbując przetrawić to, co się właśnie wydarzyło. Spalić jej zeszyt? Co mogło w nim być, że tak desperacko chciała go zniszczyć?
Wiedziałam, że mama będzie na operacji przez jakiś czas i później będzie w rekonwalescencji. Kiedy więc ciekawość wzięła górę, pojechałam do domu.
„Co takiego ważnego jest w tym zeszycie?” pytałam siebie w drodze. „Jakie sekrety ukrywa?”
Znalazłam zeszyt dokładnie tam, gdzie powiedziała: na nocnym stoliku, obok zestawu węgli i cienkopisów. Była to zwykła, czarna książka, oprawiona w skórę, bez oznaczeń.
„Czy dotrzymam obietnicy i cię nie otworzę?” zapytałam zeszyt. „Czy dowiem się, jakie sekrety skrywasz?”
Zanim zdążyłam się powstrzymać, otworzyłam go.
Pierwsza strona zaparła mi dech w piersiach. Był to szkic mojego taty, patrzącego na mnie oczami tak pełnymi życia, że wydawało się, że stoi tuż przede mną. Przewróciłam stronę i tam był znowu, uśmiechając się, z ręką swobodnie rzuconą na oparcie krzesła. Kolejna strona, kolejny portret. Jego twarz z każdego kąta, w każdym wyrazie.
„Co ja…?” mamrotałam.
Przewracałam strony coraz szybciej, aż ręce mi się trzęsły.
Ostatnia strona zawierała jedno zdanie napisane drobnym pismem mojej mamy:
Kochałam cię, Adamie. Nawet gdy ty mnie nie kochałeś.
„Wow,” powiedziałam, opadając na podłogę.
Moja mama wlała w ten zeszyt całe swoje serce i duszę, uwieczniając każdy szczegół człowieka, którego kochała i straciła. A teraz, stojąc przed operacją, bała się, że on mógłby odkryć, jak głęboko go kochała.
„Mamo, o rety,” powiedziałam.
Nie mogłam tego zrobić. Nie mogłam spalić zeszytu i wymazać całej miłości i bólu, które starannie włożyła w każdy obraz. Zamiast tego wzięłam go ze sobą do szpitala.
Nie było szans, że ktoś inny pojawi się w szpitalu. Moi dziadkowie mieszkali zbyt daleko, a ojciec prawie do nas nie mówił od czasu rozwodu.
Kiedy przyjechałam, mama była jeszcze w rekonwalescencji, blada i oszołomiona, ale żywa. Usiadłam przy jej boku, trzymając ją za rękę, gdy powoli budziła się po znieczuleniu.
„Dotarłaś do zeszytu, Abi?” udało jej się powiedzieć.
„Tak,” powiedziałam. „Ale nie mogłam go spalić.”
Jej oczy wypełniły się łzami, a przez moment pomyślałam, że jest na mnie zła. Ale potem słabo uścisnęła moją rękę i dała mi mały uśmiech.
„W porządku, kochanie,” wyszeptała. „Po prostu nie chciałam, żeby twój ojciec go znalazł, jeśli coś by mi się stało. Nie chciałam, żeby myślał, że byłam…”
„Szalona? Żałosna? Smutna?” dokończyłam za nią. „Mamo, nie jesteś. Kochałaś go i nie ma w tym nic złego. On zostawił nas obie, kiedy zdecydował się na romans.”
Westchnęła, zamykając oczy i zasypiając znowu.
„Przepraszam, że przeglądałam zeszyt,” powiedziałam, kiedy mama obudziła się później tego dnia.
„W porządku, skarbie,” powiedziała, sięgając po szklankę wody. „Nie chciałam, żebyś wiedziała, bo też byłaś tak bardzo zraniona przez niego. Nie chciałam, żeby ktokolwiek wiedział. To był mój sposób radzenia sobie.”
Skinęłam głową. Próbowałam znaleźć odpowiednie słowa, ale nic nie brzmiało dobrze.
„Te rysunki są niesamowite, mamo,” powiedziałam. „To, jak go uchwyciłaś, było wyjątkowe. Jakby był tuż przede mną.”
Lekki uśmiech pojawił się na jej ustach, gdy skrzywiła się z bólu.
„Spędziłam nad tym godziny, Abi,” powiedziała. „Po tym, jak odszedł, nie mogłam przestać o nim myśleć. Ale czytałam o pisaniu bólu i żalu. Dowiedziałam się, że nie potrafię tego napisać, ale mogę to narysować. Nie sądzę, że ból minął. Ale zrobiło to różnicę.”
„To w porządku, że boli,” powiedziałam. „To w porządku, że czujesz wszystko, co czułaś, mamo. Kochałaś go od osiemnastego roku życia, prawda? Nie ma się czego wstydzić.”
„Byłam tak przerażona,” przyznała, „że jeśli nie przeżyję operacji, on może znaleźć ten zeszyt. A nie mogłam znieść myśli, że dowie się, jak bardzo wciąż mi zależało, mimo wszystko.”
„Nie dowie się o nim, mamo,” obiecałam. „Kiedy wyjdziesz stąd, sama zdecydujesz, co zrobić z zeszytem. Ale na razie? To jest sekret między nami.”
Uśmiechnęła się i skinęła głową.
„Dziękuję, skarbie,” powiedziała. „To dla mnie więcej znaczy, niż możesz sobie wyobrazić. Teraz, możesz mi przynieść galaretkę czy coś? Muszę pozbyć się tego metalicznego smaku po znieczuleniu.”
„Już idę,” powiedziałam.
Zostawiłam mamę opartą o poduszki w szpitalnym łóżku. Wiedziałam, że cierpiała po rozwodzie z ojcem, ale nie sądziłam, że ból jest tak głęboki.
Przynajmniej teraz wszystko jest jawne i możemy o tym rozmawiać.







