Mały syn pewnej kobiety przypadkiem zdradza, że tajemnicza kobieta odwiedzała ich dom i przebywała w pokoju na piętrze, kiedy jego mama była w pracy. Przekonana, że mąż ukrywa przed nią romans, kobieta zaczyna szukać prawdy. To, co odkrywa, jest jednak zupełnie inne, niż mogłaby sobie wyobrazić.

Dom był cichy, gdy stałam u stóp naszego łóżka i składałam stosik maleńkich koszulek Leo.
Na komodzie leżał jedwabny szal mojej mamy, zwinięty niedbale w miękką spiralę. Nawet trzy miesiące po tym, jak ją pochowaliśmy, wciąż delikatnie pachniał jej ulubionymi perfumami z jaśminową nutą.
Zanim zdążyłam się powstrzymać, podniosłam go i przyłożyłam do twarzy, wciągając głęboko powietrze.
— Mamusiu, znowu płaczesz?
Leo stał w drzwiach. Miał na sobie dwie różne skarpetki — jedną niebieską, drugą w paski — i trzymał kartonik soku jak najcenniejszą zdobycz.
— Nie, kochanie. Tylko wącham zapach babci.
— Babcia pachnie jak kwiaty.
— Tak, pachniała.
Wszedł do pokoju swoimi małymi krokami i wdrapał się na łóżko.
Wtedy znowu to zauważyłam.
Srebrna plama farby na boku jego kciuka. Wyschnięta, łuszcząca się. A przy łokciu kolejny ślad, którego — byłam tego pewna — nie było tam, kiedy poprzedniego wieczoru kąpałam go przed snem.
— Leo, co to jest?
— Farba.
— Widzę, że farba. Ale skąd?
— Z zajęć plastycznych — odpowiedział Mark z korytarza.
Pojawił się za Leo z kubkiem kawy w jednej dłoni i telefonem w drugiej.
— Nauczyciel robi w tym tygodniu cały projekt o galaktyce. Gwiazdy, planety, wszystko.
Potem uśmiechnął się do mnie tym swoim uśmiechem.
Cichym.
Tylko naszym.
Takim, w którym kąciki ust lekko się unosiły, jakby pilnował, żeby coś nie wymknęło się na zewnątrz.
— Wygląda na taką, która trudno schodzi. Nie da się tego zmyć?
— Wiesz, jaki on jest w wannie. Woda jest wszędzie, tylko nie na nim.
— Zmywałem! — krzyknął Leo, zanim zeskoczył z łóżka i pobiegł na dół.
Mark nachylił się i pocałował mnie w czoło. Szybko, ale czule.
— Wyglądasz na zmęczoną, Ket.
— Nic mi nie jest.
— Nasza rocznica jest za trzy dni. Dziesięć lat. Robimy coś z tej okazji czy nadal będziesz udawać, że zapomniałaś?
— Nie zapomniałam.
— Dobrze.
Jeszcze raz spojrzał na telefon, z tym samym łagodnym uśmiechem, po czym schował go do tylnej kieszeni spodni, zanim zdążyłam zobaczyć ekran.
— Muszę wyjść na godzinę — powiedział. — Mam coś do załatwienia.
— W środę rano? Nie masz pracy?
— Nic ważnego. Obiecuję.
Patrzyłam, jak wychodzi, i powtarzałam sobie, że zachowuję się absurdalnie.
Żałoba robiła z ludźmi dziwne rzeczy.
Moja mama zawsze mówiła, że podejrzliwość to po prostu miłość, która nie ma gdzie się podziać.
A ostatnio miałam wrażenie, że moja miłość nie ma już dokąd pójść.







