Wszyscy mieli w tym roku przyjść do mojego domu na bożonarodzeniową kolację, ale kilka dni wcześniej mój brat i jego żona niespodziewanie pojawili się, prosząc o nocleg. Chociaż ich wizyta była niezapowiedziana, nie miałam nic przeciwko, dopóki moja szwagierka nie doprowadziła mnie do granic wytrzymałości swoimi niewiarygodnymi wybrykami!

Tydzień przed świętami mój brat Ryan i jego żona Lindsey pojawili się w drzwiach naszego domu, owinięci w ciepłe ubrania, wyglądając na zestresowanych. Ich system grzewczy przestał działać, a ich dom, w związku z falą mrozów, stał się niezdatny do zamieszkania. Pomimo moich obaw, razem z mężem Nathanem przyjęliśmy ich pod nasz dach, nieświadomi katastrofy, jaką miała sprowadzić nasza gościnność.
– Dzięki, że pozwalacie nam się tu zatrzymać – powiedział Ryan, kładąc ich torby w korytarzu. – Możliwe, że zostaniemy tu na święta, bo za nic w świecie nie możemy znaleźć elektryka, który mógłby nam pomóc w tym okresie, ale będziemy próbować.
– Żaden problem – odpowiedział Nathan, zawsze uprzejmy gospodarz. – Czujcie się jak u siebie.
Na początku wszystko było w porządku. Ale trzeciego dnia zachowanie mojej szwagierki zaczęło mnie irytować.
Zajmowała naszą główną łazienkę, zostawiając wszędzie mokre ręczniki i kosmetyki, mimo że miała pełny dostęp do prysznica w gościnnym pokoju. Co gorsza, zauważyłam, że niektóre z moich swetrów i innych ubrań w tajemniczy sposób trafiły do jej walizki, bez pytania mnie o zgodę na pożyczenie!
Nie chciałam robić awantury, ale nie mogłam powstrzymać irytacji. Jednak to wszystko bledło w porównaniu z tym, co odkryłam w Wigilię rano!
Podczas śniadania zauważyłam coś dziwnego. Kominek w salonie, który został pięknie ozdobiony girlandami i skarpetami, wyglądał… pusty. Serce zamarło mi w piersi.
– Czy ktoś widział Mamę? – zapytałam, drżącym głosem. Miałam na myśli czarną marmurową urnę z prochami mojej mamy, którą ustawiliśmy tam, aby spełnić jej życzenie, by „spędzić” z nami święta.
To miały być nasze pierwsze święta bez Mamy, która zmarła po krótkiej walce z rakiem. Na łożu śmierci poprosiła mnie i mojego brata, abyśmy zachowali jej prochy w tym samym pokoju, w którym obchodzimy święta, żeby „być z nami jeszcze raz”.
Po świętach mieliśmy z bratem rozrzucić jej prochy w jej ulubionym miejscu – nad rzeką, gdzie razem z naszym zmarłym tatą mieli swoją pierwszą randkę. Ale teraz jej już… nie było.
Lindsey uniosła wzrok znad talerza i wzruszyła ramionami. – Mówisz o jej prochach? Wyrzuciłam je na podwórko. Ta urna przerażała mnie za każdym razem, gdy na nią patrzyłam!
Pokój zamilkł. Czas jakby się zatrzymał, gdy jej słowa do mnie dotarły.
– Co zrobiłaś?! – wykrztusiłam w końcu, podnosząc głos.
– Wyrzuciłam je – powtórzyła, jakby mówiła o kawałku śmiecia. – Daj spokój, to tylko prochy. Dlaczego robicie z tego taki dramat?
Furia wezbrała we mnie, i zanim zdążyłam pomyśleć, wstałam gwałtownie z krzesła, gotowa rzucić się na nią. Nathan i Ryan stanęli między nami, powstrzymując mnie.
– Nie miałaś prawa! – krzyczałam, łzy spływały mi po twarzy. – Mama miała jedno życzenie, a ty – jak mogłaś?!
Lindsey przewróciła oczami. – To nie tak, że się o tym dowie! – odparła.
Jej obojętność była jak policzek w twarz! Drżąc z wściekłości, wybiegłam na podwórko, modląc się, że nie jest za późno…
Spędziłam następną godzinę, przeszukując trawę i sprawdzając urnę w koszu na śmieci, ale niewiele udało się odzyskać. Prochy mojej mamy, jej wspomnienie, zostały zniszczone!
Tej nocy nie mogłam zasnąć, kipiałam ze złości! Chciałam natychmiast wyrzucić Lindsey z domu, ale błagalne spojrzenie Ryana podczas kolacji mnie powstrzymało.
– Poczekaj chociaż do świąt – szeptał w pewnym momencie. – Proszę, nie mamy dokąd pójść w tak krótkim czasie.
Niechętnie się zgodziłam, ale nie wiedziałam, jak przetrwam kolejne dwadzieścia cztery godziny, nie wybuchając!
Około północy ciszę przerwał przeraźliwy krzyk! Nathan i ja zerwaliśmy się z łóżka, wymieniając zaniepokojone spojrzenia, po czym pobiegliśmy na górę. Smród uderzył nas, zanim dotarliśmy do drzwi pokoju Lindsey i Ryana – odór był obrzydliwy i sprawiał, że żołądek mi się przewracał.
– Co tu się dzieje? – mruknął mój mąż, zasłaniając nos. Wpadliśmy do pokoju, widząc Lindsey stojącą na łóżku, trzymającą się za włosy i krzyczącą histerycznie!
Dywan, ubrania Lindsey, a nawet część moich były przesiąknięte mętną wodą, a z łazienki wypływał ohydny, cuchnący bałagan!
– O Boże! – krzyczała moja szwagierka. – To jest wszędzie! Zróbcie coś!
Nathan starał się zachować powagę, ale widziałam, że kąciki jego ust drżały. – No cóż – powiedział. – Wygląda na to, że toaleta się zapchała.
– Dlaczego tylko w tym pokoju? – dodałam z nutą zadowolenia, nie mogąc powstrzymać uśmiechu. – W gościnnej łazience wszystko działa, a nasza też jest w porządku!
– To chyba jakiś świąteczny cud – zażartował mój mąż, zyskując mordercze spojrzenie od rozwścieczonej żony mojego brata!
Ryan klęczał przy drzwiach łazienki, rozpaczliwie próbując wytrzeć bałagan ręcznikiem. – Kochanie, może powinniśmy…
– Nawet mi nie mów „kochanie”! – warknęła Lindsey. – Zrób coś pożytecznego na odmianę!
Nie mogłam powstrzymać się od wbicia szpili. – Może to karma – powiedziałam, opierając się o futrynę drzwi. – Wiesz, za to, co zrobiłaś Mamie. To musiała być jej zemsta – w końcu miała niezłe poczucie humoru.
Lindsey rzuciła mi spojrzenie, które mogłoby zabić! – To wasz dom! Wasza kanalizacja! Naprawcie to!
Nathan wkroczył, zanim zdążyłam odpowiedzieć. – Zadzwonimy po hydraulika z samego rana – powiedział spokojnie. – Tymczasem może powinniście przenieść się do pokoju gościnnego po tym, jak posprzątacie, co się da.
– Myślisz, że ten incydent to znak od Mamy? – szepnęłam do męża, kiedy Lindsey jęczała i lamentowała, próbując ocalić, co mogła. – Jeśli nie, to na pewno tak to wygląda.
Moja szwagierka wyglądała, jakby miała zaraz wybuchnąć, ale Ryan delikatnie wyprowadził ją z pokoju.
Gdy przechodzili obok mnie, usłyszałam, jak Lindsey mruczy coś pod nosem o tym, że to nie jej wina. Przewróciłam oczami i wróciłam do łóżka, czując dziwną satysfakcję.
Następnego ranka mój brat obudził się pierwszy i opowiedział nam z Nathanem, jak doszło do zapchania toalety. Okazało się, że Lindsey postanowiła z niej skorzystać późno w nocy. Ryan spał głęboko i obudził się dopiero, gdy zaczęła krzyczeć, po tym jak poślizgnęła się w tym cuchnącym bałaganie, próbując wrócić na łóżko!
Nie mogliśmy powstrzymać śmiechu, wyobrażając sobie Lindsey ślizgającą się w tym paskudztwie, a nawet Ryan dołączył do naszego chichotu!
Niestety dla Lindsey, jej pech trwał dalej w dzień Bożego Narodzenia. Hydraulik, którego wezwaliśmy, nie mógł przyjechać aż do następnego dnia, co oznaczało, że spędziliśmy święta z lekkim zapachem kanalizacji unoszącym się w powietrzu.
Podczas bożonarodzeniowej kolacji z resztą rodziny – w tym kuzynami, ciotkami, wujkami i innymi – Lindsey była wyjątkowo cicha. Dłubała w swoim jedzeniu, podczas gdy reszta z nas śmiała się i wymieniała historie.
W pewnym momencie Ryan odciągnął mnie na bok. – Dzięki, że nas nie wyrzuciłaś – powiedział z zakłopotaniem. – Wiem, że Lindsey potrafi być… trudna.
– Trudna? – uniosłam brew. – Ryan, ona wyrzuciła prochy Mamy! – syknęłam.
– Wiem – westchnął, przeczesując dłonią włosy. – Wierz mi, nie miałem pojęcia, że to zrobi. Bardzo mi przykro.
Przez chwilę, gdy gniew ponownie się we mnie zagotował, rozważałam powiedzenie mu, żeby się pakowali i wynosili. Ale potem spojrzałam na Lindsey. Siedziała sztywno przy stole, blada, z oczami nerwowo błądzącymi wokół, jakby spodziewała się kolejnej katastrofy.
– Może to wystarczająca kara – powiedziałam w końcu. Ryan skinął głową, a ulga wypłynęła na jego twarz.
Reszta wieczoru minęła bez większych incydentów, chociaż moja szwagierka unikała mnie jak ognia. Kiedy próbowała poskarżyć się reszcie rodziny na swoje „cierpienia”, wszyscy natychmiast stanęli po mojej stronie!
– Wyrzuciłaś prochy ich matki?! – wykrzyknęła moja ciotka z niedowierzaniem. – Co sobie myślałaś?!
Pod koniec wieczoru Lindsey była całkowicie upokorzona, a ja nie mogłam powstrzymać poczucia, że sprawiedliwość została wymierzona.
Gdy Nathan i ja sprzątaliśmy po tym, jak wszyscy już poszli, obdarzył mnie figlarnym uśmiechem. – Myślisz, że Mama była z nami dzisiaj, nawet jeśli Lindsey rozsypała jej prochy?
Roześmiałam się, kręcąc głową. – Jeśli była, to na pewno się tak czuło, i bardzo bym tego chciała!
Nathan objął mnie ramieniem i pocałował w czubek głowy. – Tak czy inaczej, Lindsey dostała to, na co zasłużyła.
Skinęłam głową, czując, jak ciężar spada mi z ramion. Mama może nie była z nami w taki sposób, w jaki to zaplanowaliśmy, ale w tym momencie czułam jej obecność bardziej niż kiedykolwiek.







