Teściowa zażądała hasła do mojego telefonu, a mój mąż się zgodził, myśląc, że coś ukrywam.
– Leno, nie ufasz mojemu synowi? – Marina Siergiejewna odłożyła telefon na stół i skrzyżowała ramiona na piersi.

– Co ma do tego zaufanie? To mój prywatny telefon – próbowała mówić spokojnie Lena, choć w środku wrzała.
– Co ukrywasz w telefonie? No dalej, daj mi go. Chciałam tylko znaleźć przepis na barszcz. Masz przepis, prawda? A może coś innego?
Lena mentalnie odliczyła do dziesięciu. Dwa tygodnie. Tylko dwa tygodnie wytrzymać w tym domu, aż skończy się remont w ich mieszkaniu. Da radę, prawda? Musi.
– Marina Siergiejewna, masz laptop. W internecie jest mnóstwo przepisów.
– Właśnie! Taki właśnie był twój typowy komentarz. Typowe zachowanie kogoś, kto coś ukrywa. Jeśli mieszkasz w moim domu, musisz pokazać telefon! Wiem, co ukrywasz przed moim synem.
(Tylko do celów ilustracyjnych)
Lena przypomniała sobie, jak Vitalik namówił ją, żeby na czas remontu zamieszkali u jego matki. „Po co wydawać pieniądze na hotel? To tylko na chwilę. Mama będzie szczęśliwa.” Szczęśliwa? O tak, Marina Siergiejewna była zachwycona. Zwłaszcza gdy mogła grzebać w cudzych rzeczach i robić uwagi.
– Nic nie ukrywam. Po prostu szanuj moje granice.
– Granice? – parsknęła teściowa. – W rodzinie nie powinno być żadnych granic. Jesteśmy krewnymi! Mój dom, moje zasady. A ty z tymi swoimi granicami!
– Mieszkamy tu tymczasowo, aż remont się skończy. Doceniam pomoc, ale…
– Och, jesteś wdzięczna? – przerwała Marina Siergiejewna. – Wdzięczne osoby nie ukrywają telefonów przed rodziną. Co tam jest? Rozmowy z kimś? Może dlatego nie chciałaś się z nami wprowadzić?
W tym momencie z hukiem zatrzasnęły się drzwi – Vitalik wrócił. Lena westchnęła z ulgą, ale na wyrost.
– Vitalik! – zawołała Marina Siergiejewna, podnosząc ręce. – Wyobraź sobie, żona nie daje mi telefonu. Mówi, że to prywatne. Czy ty też coś ukrywasz przed mężem?
Vitalik zmęczonym wzrokiem spojrzał na matkę, potem na żonę:
– Mamo, nie zaczynajmy tego. Co za różnica, co jest w czyimś telefonie?
– Nie, synu, nie rozumiesz! Jeśli ktoś nie ma nic do ukrycia, po co hasło? Ja nigdy nie blokuję telefonu.
– Bo to normalne mieć hasło – odpowiedziała Lena. – To podstawowa ochrona danych osobowych.
– Dane osobowe? – Marina Siergiejewna spojrzała wymownie na syna. – Słyszysz? Mówi o danych osobowych!
Vitalik zmarszczył brwi. – Leno, może jednak pokażesz mamie telefon? Co to za problem?
Lena nie mogła uwierzyć własnym uszom. Czy on naprawdę popiera tę absurdalną sytuację?
– Vit, serio? Nigdy nie grzebaliśmy sobie w telefonach. A teraz mam pokazać twemu tacie?
– No widzisz! – triumfowała Marina Siergiejewna. – Nawet mężowi nie ufa! Mówiłam ci, synu…
– Co mu mówiłaś? – odwróciła się gwałtownie do teściowej Lena. – Co dokładnie powiedziałaś Vitalikowi o mnie?
W pokoju zapadła ciężka cisza. Marina Siergiejewna zacisnęła usta, udając zranioną niewinność. Wzrok Vitalika niepewnie błądził od matki do żony.
– Synu, tylko się martwię – położyła rękę na ramieniu Vitalika. – Jesteście małżeństwem od trzech lat, a ja wciąż mam wrażenie, że coś ukrywa.
– O czym ty mówisz? – Lena chwyciła telefon ze stołu. – Vitalik, nie widzisz, co się dzieje?
– Leno, no powiedz, co jest w twoim telefonie? – Vitalik podszedł do żony. – Pokaż go, i skończymy ten temat.
– Nie – cofnęła się Lena. – To nie w porządku. Najpierw telefon, a potem co? Będziesz czytał moje wiadomości z przyjaciółmi z mamą? Sprawdzać, z kim rozmawiam?
– A co, jest coś do sprawdzania? – zapytała podstępnie Marina Siergiejewna.
– Mamo! – podniósł głos Vitalik, ale matka wzruszyła ramionami.
– Co, mamo? Widzę, jak się zachowuje. Przyszła do naszego domu i od razu zaczęła się ukrywać. A ty, synu, jesteś taki ufny.
Lena poczuła gulę w gardle. Trzy lata próbowała zbudować relacje z teściową. Trzy lata znosiła aluzje i kąśliwe uwagi. A teraz ta historia z telefonem.
– Vit, pamiętasz, jak na początku naszego związku się umówiliśmy? Że nigdy nie będziemy grzebać sobie w telefonach, że uszanujemy prywatną przestrzeń.
– Pamiętam – przytaknął Vitalik. – Ale teraz jest inna sytuacja.
– W czym inna? Bo twoja mama postanowiła przesłuchiwać?
– No właśnie – westchnęła dramatycznie Marina Siergiejewna. – Najmniejsza rzecz, i to wina matki. A ja, nawiasem mówiąc, z życzliwości zaoferowałam wam mieszkanie. Przyjęłam was pod swój dach.
– Możemy od razu pojechać do hotelu – przerwała jej Lena.
– Leno! – zmarszczył brwi Vitalik. – Przestań. Mama naprawdę chce dla was dobrze.
– Dobrze? – gorzko parsknęła Lena. – Jesteśmy tu dwa dni, a ona już próbuje czytać moje wiadomości. To dla ciebie normalne?
– Nie próbuję nic czytać – protestowała Marina Siergiejewna. – Chciałam tylko znaleźć przepis. A ty robisz aferę z niczego.
– Spokojnie wszyscy – uniósł ręce pokojowo Vitalik. – Mamo, nie bierz czyjegoś telefonu bez pytania. Leno, nie reaguj tak ostro.
– Więc to ja jestem winna? – Lena ścisnęła telefon w dłoni. – Świetnie. Bronisz mamy dalej.
– Nie bronię nikogo! Po prostu nie rozumiem, czemu nie możesz pokazać telefonu i zakończyć temat?
– Bo to nie w porządku! Bo to naruszenie prywatności!
– Znowu te granice – przeciągnęła Marina Siergiejewna. – Pamiętam, moja przyjaciółka Wiera też ciągle mówiła o granicach. A potem okazało się, że zdradzała w pracy. Za tymi granicami kryje się wiele rzeczy…
– Co chcesz przez to powiedzieć? – zwróciła się do teściowej Lena.
– Nic, nic – podniosła ręce Marina Siergiejewna. – Tylko tak sobie myślę na głos.
– Dokończ myśl. Oskarżasz mnie o coś?
– Mnie? Boże, broń! Dziwne tylko, gdy żona tak bardzo pilnuje telefonu. Vitalik, synu, nie wydaje ci się to podejrzane?
Lena spojrzała na męża. Vitalik stał zdezorientowany, patrząc od matki do żony.
– Wiesz co – stanowczo zmierzała do drzwi Lena – nie zamierzam tego słuchać. Potrzebuję świeżego powietrza.
– Leno, zaczekaj! – próbował ją zatrzymać Vitalik.
– No właśnie! – zawołała Marina Siergiejewna. – Ucieka! Czyste sumienie tak się nie zachowuje.
Lena zatrzymała się w progu:
– A ty, Marina Siergiejewna, jesteś specjalistką od czystych sumień? Może powiesz, jak namówiłaś Vitalika jako dziecko, że jego pierwsza dziewczyna go zdradza? Albo jak dzwoniłaś do jego byłej narzeczonej i rozsiewałaś o nim plotki?
– Co? – odwrócił się gwałtownie Vitalik do matki. – Jakie dzwonki?
– Leno, jak mogłaś! – złapała się za pierś Marina Siergiejewna. – Nigdy! Vitalik, nie słuchaj jej, wszystko wymyśla!
– Zapytaj Katję sama – wzruszyła ramionami Lena. – Opowiedziała mi wszystko, gdy przypadkowo się spotkałyśmy w zeszłym roku. Ale milczałam, nie chciałam cię martwić, Vitalik.
W pokoju zapadła ciężka cisza. Vitalik patrzył niedowierzająco od matki do żony.
– Mamo, to prawda? Dzwoniłaś do Katji?
– Synu, nie wierz jej! – rzuciła Marina Siergiejewna zrezygnowana. – Chce tylko skłócić nas ze sobą. Widzisz, jak sprytnie zmienia temat?
– Nie zmieniam tematu – odpowiedziała spokojnie Lena. – Pokazuję tylko, kto naprawdę lubi mieszać i wtrącać się w cudze życie.
– Vitalik – podniosła głos Marina Siergiejewna – naprawdę wierzysz tym historiom? Katja sama cię zostawiła, ja nie miałam z tym nic wspólnego!
– Nie, mamo – pokręcił głową Vitalik. – Katja mnie nie zostawiła. To ja zerwałem, bo ty ciągle mówiłaś, że mnie zdradza. Czy naprawdę do ciebie dzwoniła?
– A co to teraz za różnica? – odwróciła się do okna Marina Siergiejewna. – Minęło tyle lat.
– Dla mnie to ważne – podszedł do niej Vitalik. – Powiedz mi: czy dzwoniłaś do Katji?
Marina Siergiejewna milczała, nerwowo bawiąc się zasłoną.
– Mamo!
– No dobrze, dzwoniłam, dzwoniłam! – nagle się odwróciła. – I dobrze zrobiłam! Ona nie była dla ciebie dobra. Myślisz, że nie widziałam, jak patrzyła na innych mężczyzn?
– Mamo, miała dziewiętnaście lat – powiedział zmęczony Vitalik. – Była tylko młodą, wesołą dziewczyną. A ty ją nękałaś.
– Chroniłam cię!
– Przed czym? Przed moim własnym szczęściem?
– Nie ośmielaj się tak do mnie mówić! – uderzyła w parapet Marina Siergiejewna. – Jestem twoją matką! Wiem lepiej, czego ci trzeba!
– Nie, mamo, nie wiesz – pokręcił głową Vitalik. – I teraz robisz to samo. Próbujesz zniszczyć mój związek z Leną.
– Ja? – położyła rękę na sercu Marina Siergiejewna. – Chciałam tylko spojrzeć na przepis w jej telefonie!
– Przestań – przerwał jej Vitalik. – Nie jestem ślepy. Od początku byłaś przeciwna naszemu małżeństwu.
– Oczywiście, że byłam! – nie mogła się powstrzymać Marina Siergiejewna. – Spójrz na nią! Zawsze coś ukrywa, knuje. Nawet swój telefon.
– Wiesz co, mamo – wziął głęboki oddech Vitalik – to nie Lena coś ukrywa. To ty zawsze szukasz podstępu tam, gdzie go nie ma.
– Ja?! Jak śmiesz! Po tym wszystkim, co dla ciebie zrobiłam!
– Co zrobiłaś, mamo? – gorzko się uśmiechnął Vitalik. – Zniszczyłaś mój związek z Katją? Ciągle wtrącałaś się w nasze życie z Leną? Wymyślałaś okropne historie?
– Nic nie wymyślam! – tupnęła nogą Marina Siergiejewna. – Zobaczysz, mam rację! Coś ukrywa!
– Jedyną rzeczą, którą ukrywam – odezwała się Lena – jest moje zirytowanie twoim ciągłym wtrącaniem się w nasze życie.
– No właśnie! Słyszysz, jak ona do mnie mówi? – wskazała Lenę Marina Siergiejewna.
– Słyszę, mamo. I wiesz co? Ona ma rację.
– Co?! – chwyciła się za serce Marina Siergiejewna. – Stoisz po jej stronie?
– Nie biorę stron. W końcu widzę prawdę. Przez te wszystkie lata manipulowałaś mną, a ja na to pozwalałem.
– No to tak jest – wyprostowała się Marina Siergiejewna. – Życzyłam wam dobrze. Przyjęłam was w trudnym momencie. A wy? Nawet mnie oskarżacie?
– Mamo, przestań – potrząsnął głową Vitalik. – Nikt cię nie oskarża. Chcemy tylko, żebyś uszanowała nasze granice.
– Znowu te granice! – rzuciła Marina Siergiejewna. – Ty i twoje granice! Niewdzięczne! Wynoście się z mojego domu!
– Mamo…
– Wynoście się! – wskazała drzwi. – Jeśli ze mną tak źle, spakujcie się i wynoście!
Lena szybko pakowała się w sypialni, podczas gdy z salonu dobiegały krzyki Mariny Siergiejewnej. Ręce jej drżały, ale starała się działać metodycznie. Tylko nie zapomnieć niczego.
Vitalik wszedł do pokoju:
– Zamówiłem taksówkę. Jedziemy do hotelu.
– Dobrze – skinęła głową Lena, składając ubrania do walizki.
– Przepraszam – usiadł na krawędzi łóżka Vitalik. – Powinienem był to wcześniej zauważyć.
– Tak, powinieneś – Lena na chwilę się zatrzymała. – Wiesz, co boli najbardziej? Naprawdę starałam się z nią dogadać. Przez te wszystkie lata.
Z salonu dochodził głos Mariny Siergiejewnej:
– Niech tu nie zostanie po was ani śladu! Niewdzięczne!
– Nie zwracaj uwagi – skrzywił się Vitalik. – Ona zawsze tak robi: najpierw krzyczy, potem sama dzwoni i przeprasza.
– A ty zawsze jej wybaczasz – spojrzała mu w oczy Lena. – A ona ciągle robi to samo.
– Wiem. Teraz już wiem.
Wtedy telefon Vitalika zawibrował. Na ekranie pojawiło się „Mamo”. Spojrzał na Lenę, a potem stanowczo nacisnął „Odrzuć”.
– To pierwszy krok – powiedział. – Mały, ale ważny.
Lena smutno się uśmiechnęła: – Tak, ważny. Ale przed nami jeszcze wiele kroków. A najtrudniejsza będzie nauka, żeby nie poddawać się jej manipulacjom.
– Dam radę.
– Dobrze – chwyciła torebkę. – Bo naprawdę cię kocham, Vitalik. Ale nie pozwolę nikomu zniszczyć naszego szczęścia. Nawet twojej matce.
Ruszyła do drzwi, ale zawahała się na progu:
– I jeszcze jedno. W moim telefonie nie ma tajemnic. Są tam tylko rzeczy, które należą wyłącznie do mnie. I mam do nich prawo.
Vitalik skinął głową:
– Wiem. Przepraszam, że uległem manipulacjom mamy.
– Najważniejsze, żeby już nie ulegać – otworzyła drzwi Lena. – Dzwoń, gdy będziesz gotowy na prawdziwe zmiany.
Wyszła, zostawiając Vitalika samego w hotelowym pokoju. Telefon znowu zawibrował. „Mamo”.







